12/30/2019

MOJA PIERWSZA WYPRAWA DO RAJU

Ahoj voyagerzy!

Tak, to znowu ja, ale tym razem w nieco innej odsłonie.
"Moja pierwsza wyprawa do raju", brzmi to nieco zagadkowo, ale już tłumaczę.
Będzie to krótka i zwięzła historyjka na temat mojego pierwszego, dłuższego wyjazdu za granicę. Gdzie?
A no, jak to na porządnego Polaka przystało -  do Chorwacji. Już na samym wstępie pragnę zaznaczyć, że jest to miejsce naprawdę genialne. I tak wiem, że są zakątki świata o wiele bardziej urokliwe, o wiele piękniejsze itd, itd... Jednak no, szczerze przyznać muszę, że Chorwacki klimat coś w sobie po prostu ma.



Teraz proszę wyobrazić sobie mój zachwyt, zachwyt ludzika poruszającego się głównie po Polsce, mieszkającego w całkiem sporym mieście, w bloku z co najmniej średnim widokiem (co by to ładnie ująć). I nagle, po 22 godzinach męki i doszczętnie wykańczającej tułaczce prawie popsutym autem (chociaż nie wiem bo miałam spanko) nastał tak długo wyczekiwany przyjazd, do wynajętego przez nas domu na pięknym wzgórzu z takim widokiem:



No żyć nie umierać co? W tym momencie moje wszelkie oczekiwania co do tej wyprawy już się spełniły. Konkretyzując - po minucie spędzonej na tym tarasie już byłam zakochana, ale to tak na zabój. Najlepsze jest to, że już nic nie mogłam i wciąż nie mogę z tym zrobić.
Nasza wyprawa miała na celu typowe odmóżdżanie w gronie bliskich ludzików, wygrzewając się po zimie w cieplutkim słoneczku, mocząc tyłki w Adriatyku, jednocześnie popijając drineczka z parasolką. Jednakże, jak na dobrą ekipę przystało w miejscu siedzone nie było.



Nocowaliśmy i "żyliśmy" w Bilo czyli miejscu cichym, spokojnym, prawie bezludnym składającym się z góry i paru położonych na niej domów (dosłownie). Nie było tam żadnych, ale to żadnych sklepów, sklepików - dosłownie nic (oprócz pięknego widoku rzecz jasna) nawet chleb dowożony był autem, taką "mobilną piekarnią" raz na parę dni. Oczywiście ma to swoje dobre strony bo pieniążków z kieszonek dzięki temu nie ubywało, ale na urlopie po prostu tak być nie może! Aby tradycji stało się zadość, zupełnie przypadkowo nasza chałupka położona była bardzo blisko, niesamowitego miasta zwanego Primošten. I właśnie to miejsce stało się pierwszym punktem naszej wycieczki. 


Primošten - historia w pigułce
W skrócie - niezwykle urokliwe i magiczne miasteczko ulokowane między dwoma głównymi miastami Dalmacji Północnej tj. Šibenikiem i Trogirem (lokalizacja idealna do organizowania wycieczek). Charakteryzuje się wspaniałą starówką z jasną, kamienną zabudową, pięknymi (głównie żwirowymi) plażami i różnorodnymi miejscami umożliwiającymi miłe spędzanie czasu, takimi jak: restauracje, kawiarnie czy winnice (większość z pięknym widokiem na morze). Wielu turystom zakochanym w Chorwacji, między innymi także w Primošten przypomina ono nieco np. Grecję co nawet wiążę się z historią i śladami osadnictwa między innymi właśnie greckiego znalezionymi na tych terenach. Co ciekawe nazwa miasta oznacza "przerzucać most" i jest związana z atakami ze strony Turków w 1542 roku, ale to dłuższa historia. Dość gadania, czas na zdjęcia!






Właśnie tak minął nam piękny dzień w Primošten. Kolejny przystanek - Trogir, już niedługo pojawi się na blogu!


Miłego dniaaaa!
- Sara 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia